uświadamiam sobie Ciebie

gdy nie ma Twojej ręki na moim brzuchu
gdy nie muszę budzić Cie, bo chrapiesz jak smok
kiedy myślę, właśnie czegoś mi brakuje
wrzucam Twój obraz przed swój wzrok

wpisuję Ciebie w swoje ciało
stajesz się niezmywalny pod skórą
jeszcze nie jesteś wielkim tatuażem
jednak z każdym dniem Ciebie przybywa

nie tylko drżenie mojego ciała od Twojego dotyku
nie tylko krzyk spełnienia, gdy jesteś w srodku
nie tylko Twój głos, gdy jest Ci dobrze od moich ruchów

nie tylko zapach miłosci, w łóżku, gdy Cie nie ma

przecież pozwalasz mi brać siebie w całości, hurtem
i sięgam chojnie po ten podarunek od losu

dziękując za szepty i krzyki

lubię twoje palce wędrujące do środka mnie

i tę bezczelną pewność, że właśnie tak chcę
i swoją bierność wówczas akceptuję
jest zapachem miłości zabronionej
wiesz, że całego ciebie pragnę wówczas
dotyku dłoni na biodrach,
braku pocałunków,
urywanych oddechów i silnych ruchów
znam Cie i nie chcę poznawać
pod skórą jesteś 
do mnie podobny w szukaniu wrażeń
bierz mnie
jak lubisz
jak zawsze
jak pragnę
jak doskonale wiesz

jesień nastała....

szkolnych przygód czas
inności poznawania
miarkowania w słowach
wypośrodkowania potrzeb
seksualności okrytej ciepłym szalikiem

wahanie

dobrze znane

i oczekiwanie na papierosowy dym zza słuchawki

w myśl słów Adele -  I set fire to the rain, 

podkładam ogień pod deszcz...
może obawiam się tego, kim jestem? widzę dokładnie teraz jakie zmiany zaszły we mnie od czasów przybycia do Belgii - nie jestem do końca zadowolona z tego - z każdym dniem uświadamiam sobie, że to co się dzieje - jest w wielu przypadkach nieodwracalne

zakłamanie
fałszywe słowa w morzu prawdy czy prawdziwe słowa w morzu obłudy?

ciężko jest dowiadywać się tylu informacji o sobie samej - z własnych obserwacji, z określenia granic i patrzenia jak sama je przekraczam, z hedonistycznej radości czerpanej z bycia kochanką.
sklejam siebie od nowa - po majowym przewrocie od nowa uczę się świata - niby nic - a jednak - nie wraca się do tego samego stanu - jest prościej, jednak wiem, że nie uda się odbudować tego, co było. może za dużo niedopowiedzeń?
uważam, że nie było warto - jeśli bym mogła cofnąć czas - w konkretnych działaniach - być może bym to zrobiła - jednak, nie jestem pewna, czy to by coś dało.
obie jesteśmy jak ćmy pędzące do światła - pytanie tylko, czy warto?
zapewne lepiej będzie, jak ten ogień będzie z deszczem:)

pochłonęła mnie "Achaja" - zapomniałam już jak ona jest wciągająca, a ostatni zakup na lotnisku opasłego tomiska mi to przypomniał:)
Misio dzielnie spędza wakacje u mnie na wsi - z tego co wiem i widziałam wieś mu służy pulpet jeden:) rowerem sie zainteresował - więc jest nadzieja, że moze w tym roku się nauczy jeździć:)
tęsknie za nim przeogromnie....

akceptacja smoka zgodą na pożądanie

jego palce na nagich plecach budują napięcie
chronią magiczność chwili
suną w dół dając obietnicę głośnych westchnień
ufnie oddaję się w ramiona, pochłaniam smak i zapach 
weź mnie mocno
spod długich rzęs rzuć zdobywcze spojrzenie
jestem królikiem, kolegą Alicji
goń mnie, 
herosi umieją wiele nieludzkich rzeczy

pieszczota egoistka

łaknie Twoich palców
smaku Twoich ust
mocno zagryzę wargi
jednakże miłość sama ucieknie by być głośna
kołyszę się 
w rytm Ciebie
w drżeniu Twoich ud dostrzegam boskość nieba
w spełniającym się westchnieniu i śladach pod palcami
zakochuje się w Tobie od nowa
po sam świt
z zapachem Ciebie pod skórą

wróciłam z UK. od P. 

szybko można się przyzwyczaić, do spania w ramionach, wtulenia w siebie, Jego zapachu, śmiechu, głosu, tego, jak pije kawę, jak kroi pomidora....milion spraw zwyczajnych, które nie były widziane wcześniej....
rozmowy...
wsiąkam...
od dawna nie kochałam się z mężczyzną, co do którego mam takie uczucia,który podnieca mnie bardzo, którego ciało działa tak na mnie, jak żadne inne męskie ciało....



dokonywanie wyborów, czasem brak wyboru, jestem chodzącym milczeniem duszy, kiełkuje we mnie nadzieja, że to mi się od życia należy, że też chcę mieć to morze miłości.....

mimo wszystko to jest mężczyzna, którego kocham, którego pragnę, którego zapach pamiętam zawsze, kiedy tylko o nim pomyślę, którego głos słyszę w ciszy, który pieszczotą w kark może doprowadzić mnie do orgazmu....

którego cynizm i ironia doskonale współgra z moim cynizmem i ironią, bo życie daje w kość 
to już nie są żarty, to dorosła miłość
w moim trzydziestoletnim życiu to najważniejszy mężczyzna dorosły - którego ręka na moim brzuchu, kiedy zasypiamy razem działa jak uspokajający balsam.
i obecnie jedyny mężczyzna, któremu chciałabym mimo wszystko urodzić dziecko...

czas wszystko pokaże, mam nadzieje, że to dobry początek

Michaśko coraz starszy, dzisiaj zapytał mnie czy wierzę w Boga - trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć - nie przez telefon - jednak dałam mu informację, że wierzę w to, że ktoś jest i patrzy - ale w Boga nie wierzę - ciekawe, kto też takie pomysły mu dzisiaj podsunął?
wobec mojego syna nie umiem oszukiwać - i tłumaczę wiele spraw może za wcześnie - ale nie chcę, by żył w nieświadomości - albo co gorsza dowiadywał się o wielu sprawach od kogoś obcego...
kiedy będę w Polsce fundujemy sobie parę dni nad morzem - mam nadzieje, że pogoda dopisze, bo Michaś uwielbia wodę i plażę....

mocne postanowienie poprawy złożyłam.
i mocne postanowienie nauki


od jakiegoś czasu jestem w odmiennym stanie świadomości...

dawno nie byłam zakochana...
to dobre uczucie, wypełnia mnie, jeszcze nie umiem spojrzeć na to z dystansem - ale może dystans nie jest tu potrzebny?
tylko jak go nie mieć, będąc taką ironiczną, cyniczną i sarkastyczną Sosną?
istnieję i będę istnieć cokolwiek się wydarzy....a jednak rośnie we mnie ten stan - dobrze mi jest, czekałam długo, całkiem długo na zaistnienie...
P. jest trudnym zawodnikiem, ale to właśnie mnie w nim pociąga - oprócz pożądania jakie nieodmiennie od lat wzbudza we mnie, zadowala mnie intelektualnie - zaskakuje, nie nuży, intryguje...rozśmiesza....
może to iluzje...
czas P. po raz trzeci....potrzebuję go - miałam pod skórą od dawna...
dorośliśmy do tego, by się przekonać, jak można istnieć w koegzystencji?
będzie cieżko - tak sądzę...
przede mną wizyta u niego - rozmowy, bardzo trudne, dorosłe, emocjonalne - nie wiem, jak z tego wyjdę - jak on z tego wyjdzie, trzeba to wszystko sobie poukładać...i potrzebujemy siebie - tak sądzę....


moje dziecko zaskakuje mnie milion razy w ciągu dnia, ale ostatnio na topie jest historia z czasów bycia zygotą:)


siedzimy, nagle Misiek smutnym głosem oznajmia - "szkoda mi tych moich kolegów i koleżanek. tesknie za nimi"
pytam więc, czy chodzi o przedszkole, jednak moj jedynak zaprzecza. i opowiada:"za kolegami, jak bieglismy do jajeczka, a ja bylem najszybszy i ich wyprzedziłem, i jestem, a oni nie wpadli.

rozwidnia mi sie w mózgu - plemniki, bieg do komorki jajowej. kiedys wyjasniałam Miśkowi, skąd sie biorą dzieci....
aby nie wybuchnąć śmiechem przybieram poważną minę i pytam - pamietasz te czasy?
a Misiek ( aktor cholerny) odpowiada - tak, tam biegł taki Krzys i Marysia....
jak sie okazało, Michał wygrał bieg bo miał motorek:P
nie wiedziałam, ze takie ciekawe historie działy sie w mojej macicy:)

usmialam sie setnie, on teraz wie, ze to brzmi zabawnie, i czasem wtrąca do rozmowy historie porzuconych kolegów:)

Polska....
a w Belgii żonkile i słońce....


Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: sxc.hu